2013/01/27

Bez gadania. Quiche z boczkiem, jabłkiem i brie.

Dziś będzie bez copostowej paplaniny. Tak, dobrze przeczytaliście i tak, możecie odetchnąć, nie zamęczę Was przydługawą pisaniną (niepocieszonych zapraszam na kolejny wpis, bo zapewne długo bez gadania nie wytrzymam), będzie krótko i treściwie, czyli o gotowaniu i jedzeniu. Czas na quiche!
Quiche, podobnie jak wszelkie wytrawne tarty, jest świetny (choć powinnam napisać świetna, bo quiche we francuskim to ona) na gorąco i na zimno, wyjęty wprost z piekarnika i jedzony w kolejne dni (jeśli zdoła umknąć uwadze domowych głodomorów), można go podać na kolację, domówkę, wziąć do pracy, a ideału dopełnia to, że nadzienie może się składać ze wszystkiego, na co tylko mamy ochotę. Podstawa to dobre, kruche ciasto. I żeby quiche był pełnoprawnym quichem, musi zawierać jajka i śmietanę, inaczej to "tylko" tarta:) 
Dzisiejszy quiche łączy w sobie soczyste jabłko, chrupiący boczek, słodkawą cebulę i kremowy brie. Najlepiej smakuje na drugi dzień, choć naprawdę trudno się powstrzymać, żeby nie skubnąć świeżutkiego i gorącego kawałka prosto z pieca. I nawet poparzony język nie przeszkadza w sięgnięciu po kolejny, i kolejny... o kurczę, to miał być mój obiad do pracy!!


Pozwolę sobie jeszcze na odrobinę prywaty, mianowicie chciałabym bardzo podziękować mojemu K. za pomoc przy tworzeniu tego bloga. Bez niego u boku nie byłabym na tyle odważna i zmotywowana, żeby upubliczniać swoją pasję. Poza tym, z nim wszystko smakuje dwa razy lepiej:) 
Gdyby nie on, oglądalibyście nieostre zdjęcia z telefonu (póki co aparat się ze mną nie lubi i pełnię w tym projekcie funkcję kucharo-stylistki). Mam nadzieję, że kuchenne foty zmobilizują K. do powrotu do fotografii, bo zdolna z niego bestia, zresztą, sami popatrzcie - cktrybus.com



Quiche z boczkiem, jabłkami i serem brie 

Składniki:

Ciasto:
  • 300 g mąki pszennej
  • 150 g masła
  • pół łyżeczki soli
  • 4-5 łyżek bardzo zimnej wody
Nadzienie:
  • 250 g wędzonego boczku
  • 1 duże jabłko (użyłam soczystego i dość słodkiego Ligola)
  • 1 duża czerwona cebula lub 3 czubate łyżki confit d'oignons (z tego przepisu klik)
  • pół łyżeczki suszonego tymianku
  • 200 g dojrzałego brie (naprawdę warto wydać trochę więcej i kupić ser wyprodukowany we Francji)
  • 100 ml kwaśnej śmietany
  • 100 ml śmietanki 30%
  • 3 jajka
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
  • 50 g sera Gruyère (może być również dojrzały cheddar)
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • igiełki rozmarynu (opcjonalnie)
Sposób wykonania:
1. Przygotuj ciasto: do mąki dodaj sól oraz pokrojone na małe kawałeczki zimne masło, szybko rozetrzyj tak, aby powstała kruszonka, dodaj tyle zimnej wody, aby dało się zagnieść elastyczne, jednolite ciasto. Pamiętaj, żeby ciasto było kruche, musisz je szybko wyrobić, tak, by nie zdążyło się nadmiernie ogrzać. Tak przygotowane ciasto zawiń w folię i włóż do lodówki na min. 30 minut. Po tym czasie wyjmij ciasto, odkrój 2/3 (resztę schowaj ponownie do lodówki), rozwałkuj i wyłóż nim formę o średnicy 26 cm, nadmiar ciasta odcinając wałkiem. Nakłuj ciasto gęsto widelcem, włóż do piekarnika nagrzanego do 190 st. i podpiekaj około 15 minut. Upieczone ciasto ostudź.
2. Przygotuj nadzienie: boczek pokrój w kosteczkę i podsmaż na patelni na chrupko. Kiedy boczek się smaży, pokrój w kosteczkę cebulę (jeśli używasz świeżej) i dorzuć do boczku. Obierz jabłko, pokrój w ćwiartki, zaś każdą ćwiartkę w plasterki. Dodaj do boczku i cebuli (jeżeli używasz confit d'oignons, dodaj go razem z jabłkiem). Dodaj tymianek i świeżo mielony pieprz, smaż wszystko około 5 minut, tak aby jabłko się nie rozpadło.
3. Brie pokrój w małą kostkę, dodaj połowę do boczku z cebulą i jabłkiem.
4. W miseczce wymieszaj obie śmietany, dodaj musztardę, rozbełtane jajka, starty Gruyère, posól (mając na uwadze, że ser jest dość słony), popieprz.
5. Na podpieczony spód wyłóż nadzienie, rozłóż na nim pozostałą część brie, zalej śmietanowo-jajeczną mieszaniną.
6. Wyjmij resztę ciasta z lodówki, rozwałkuj, wykrój cienkie paseczki i rozłóż w formie kratki na wierzchu quiche'u. Aby po upieczeniu były złociste, możesz je posmarować rozmąconym jajkiem.
7. Na koniec rozłóż igiełki rozmarynu i wstaw formę do piekarnika nagrzanego do 190 st.. Piecz 40-60 minut, aż wierzch się zetnie i ładnie zezłoci.








2013/01/20

Zimowe smaki. Odwrócone ciasto czekoladowe z gruszkami i karmelem.

Ziiiimnoooo, oj zimnooo! Przytupując z nogi na nogę na przystanku, chuchając w zmarznięte dłonie i przeklinając pod nosem kierowcę autobusu, który miał przecież przyjechać 15 minut temu, stwierdzam, że zima przegrała. Przegrała sromotnie coroczny konkurs "Ulubiona pora roku Natalii J.". Jury w składzie jednoosobowym zadecydowało - zima przepadła w większości kategorii, koleżanki wiosna i lato są bezkonkurencyjne, jesień depcze im po piętach, a zima, mimo, że w modnej białej kiecce i ekstra puchowej czapie, daleko z tyłu. I nic nie wróży, żeby miała nadrobić dystans dzielący ją od konkurentek. Jedne z niewielu punktów zarobiła w kategorii kulinaria, w sumie to należą się jej oklaski. Oczywiście, letnie i wiosenne dania to inna liga, bo kolorowe, świeże, soczyste, lekkie, ale co za problem przygotować to, co się ma podane na tacy (czytaj: wybrać coś z pełnego sezonowych warzyw i owoców straganu). Zima na starcie miała trudniej, bo wybór składników ubogi, jak zawartość portfela studenta. A mimo wszystko poradziła sobie świetnie, dowiodła swojej pomysłowości, a ja doceniam kreatywność. Mając do dyspozycji zaledwie ziemniaki, warzywa korzeniowe, kilka owoców, tu dodała miodu, tam szczodrze tymianku, nie zapomniała o mięsie i do konkursowych potyczek wystawiła, niczym działa, kilka rewelacyjnych dań, które wywołały westchnienie i błogi uśmiech na twarzy jurorki. Ale to, co powstało na deser, przeszło najśmielsze oczekiwania. Wilgotne, intensywnie czekoladowe ciasto z lekko kardamonową nutą, soczyste gruszki zatopione w słodkim karmelu, jest tak, jak lubię - elegancko, wręcz dekadencko, omal wytrawnie. Kęs ciasta rozgrzewa ciało i duszę, minusowe temperatury przestają przerażać. Jeżeli zima wyczaruje jeszcze kilka takich cudeniek, w przyszłym roku jak nic ma szansę na poprawienie konkursowego rezultatu:)


Odwrócone ciasto czekoladowe z gruszkami i karmelem (Upside-down Chocolate Pear Cake)
(Zmodyfikowany przepis z epicurious.com)

Składniki:

Karmel:

  • 150 g cukru
  • 80 ml wody
  • 5 dojrzałych gruszek (użyłam odmiany Konferencja)
Ciasto:
  • 60 g masła
  • 100 g gorzkiej czekolady (powyżej 70% zawartości kakao)
  • 150 g mąki
  • 35 g ciemnego kakao
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół płaskiej łyżeczki soli
  • po pół łyżeczki mielonego kardamonu i cynamonu
  • 100 g ciemnego muscovado
  • 30 g białego cukru
  • 2 jajka
  • 130 ml maślanki/kefiru/jogurtu naturalnego
  • łyżka bourbonu (opcjonalnie)
  • masło do wysmarowania foremki, 2-3 łyżeczki kakao do wysypania boków
Sposób wykonania:
1. Tortownicę o średnicy 20-22 cm wyłóż papierem do pieczenia w ten sposób, by papier przykrywał samo dno (połóż papier tylko na dnie foremki i zamknij obręcz, papier, który wystaje zagnij, aby otaczał tortownicę - to zapobiegnie ewentualnemu wypływaniu karmelu), boki wysmaruj masłem i obsyp kakao.
2. Przygotuj gruszki: obierz je, pokrój na ćwiartki, wykrój gniazda nasienne, odłóż na bok.
3. Przygotuj karmel: na teflonowej patelni (lu innej z nieprzywierającym dnem) gotuj cukier  z wodą na małym ogniu, aż cukier całkowicie się rozpuści. Podkręć ogień na większy i gotuj powstały syrop, mieszając od czasu do czasu, do momentu aż nabierze złotej barwy i zgęstnieje (trzeba uważać, żeby nie przypalić!).
4. Karmel wylej na dno przygotowanej tortownicy (uwaga, jest baaardzo gorący), poczekaj chwilę, aż choć trochę przestygnie, rozłóż na nim gruszki.
5. Przygotuj ciasto: w małym rondelku na małym ogniu rozpuść masło z czekoladą, lekko ostudź. W misce wymieszaj mąkę, kakao, proszek do pieczenia, sól, przyprawy. Do innej miski wsyp cukry, dodaj masę czekoladową i zmiksuj, aż masa będzie puszysta (kilka minut). Do zmiksowanej masy dodawaj po kolei jajka, każde wmiksowując. Następnie dodawaj partiami mąkę na przemian z maślanką (w międzyczasie dodaj alkohol, jeśli go używasz), miksuj do czasu, kiedy wszystkie składniki będą dobrze połączone.
6. Wyłóż masę czekoladową na karmel z gruszkami (uprzedzam, że masa jest gęsta!), delikatnie rozprowadź i wyrównaj na wierzchu.
7. Wstaw do piekarnika nagrzanego do 175 st. C na 40-45 minut (piecz "do suchego patyczka").
8. Wyjmij z piekarnika i dokładnie ostudź, najlepiej na kratce.
9. Kiedy ciasto jest już wystudzone, zdejmij obręcz (trochę karmelu możne wypłynąć), ostrożnie obróć ciasto do góry nogami i delikatnie odklej papier - tym sposobem gruszki są na górze, a karmel tworzy błyszczącą polewę.



2013/01/16

Obiadowe dylematy. Udawane tagine z kurczakiem, cytryną i oliwkami

 - Mamaaa!! Co na obiaaaad???!! Takie pytanie słyszała moja mama dzień w dzień przez kilkanaście lat i dopiero teraz rozumiem, dlaczego reagowała na nie rozdrażnieniem. No bo jak tu ugotować, żeby nie było "powtórki z rozrywki" (choć ta była dopuszczalna w tygodniu) i żeby dogodzić dwóm małym, choć niezwykle wybrednym osóbkom (mój brat i ja) plus większej, niemniej wybrzydzającej (ojciec)? Jedno nie lubi na słodko, drugie pluje na brukselkę, trzecie jak nie ma mięsa, to znaczy, że nie obiad... mimo wszystko mama zawsze potrafiła wybrnąć i pyszny obiadek na stole był. W ostateczności na stół wjeżdżały obiady w liczbie trzech:) 
Ja dzieci jeszcze nie mam, choć mam chłopaka, który jest dla mnie jak te trzy "potwory" dla mojej mamy i do tego przoduje w zachciankach. I bywa tak, że pomysłu na obiad, pomimo mojej nieskończonej miłości do kulinarów, po prostu brak. Brak i basta.
 - Nataliaaa!! Co dziś na obiaaad??!! No pięknie, nie wykręcę się, inaczej chłopak z głodu umrze, a singielstwo mi się nie uśmiecha. Biała karta w głowie, żadnego punktu zaczepienia, telefonu do przyjaciela. Jedyne, co wiem, to że zjeść trzeba, nie ma wyjścia. Gdy dochodzą do tego pustki w lodówce (odpada główne źródło inspiracji), sroga zima (tłuc się autobusem na targ, na którym oprócz przemarzniętej marchewki nic nie będzie? O nie!), brak funduszy (jak to, przecież tydzień temu była wypłata...ach, no tak - BYŁA), robi się naprawdę niewesoło. Ale od czego jest internet. Co by tu... na ulubionych blogach z przepisami skomplikowane cuda, więc to może kiedy indziej. Może by tak kurczak... dawno nie było, kurczak będzie w sklepie obok, do tego tani...ok, będzie kurczak! Hmmm... cebuli mam dużo, aż mi się wysypuje z kosza, to dodajmy tę cebulę... o, już lepiej, kurczak, cebula, chłopak nie umrze (choć wyje tylko piersi, bo innych części kurczaka nie lubi), jest dobrze! O, a gdyby tak do tego kuskus, mam też sporo. Kurczak, cebula, kuskus... robi się coś na modłę marokańską... zaraz zaraz, kiedyś widziałam zdjęcie na stronie Saveur, był kurczak, była cebula, było marokańsko. Wujku Google, poszukaj proszę moroccan chicken onion saveur... no i bingo! Mamy to! Jest przepis: Djej Besla - Chicken and Onion Tagine - prawda, że brzmi, jakbym myślała nad tym daniem dobry tydzień?:) Owszem, powinno się przyrządzić kurczaka w tagine, którego nie mam, ale od czego jest wyobraźnia i piekarnik, na półeczce mam wszystkie potrzebne przyprawy, reszta składników czeka w sklepie za rogiem. Będzie więcej, niż pysznie! 

Post scriptum: kurczaka jak najbardziej polecam, jest delikatnie cytrynowy, soczysty, świetnie współgra z kuskusem i jest ciekawą alternatywą dla zwykłego pieczonego kurczaka. Przepis na pewno powtórzę, a Was namawiam do spróbowania!
Nawiasem mówiąc, naprawdę nie wiem, jak mama radziła sobie bez "tych wszystkich internetów" :)


Tagine z kurczakiem, cytryną i oliwkami (dla 3 - 4 osób)
Zmodyfikowany przepis z Saveur (klik)

Składniki:


  • kurczak (1,5 - 2 kg) 
marynata:
  • 5 ząbków czosnku
  • 2 łyżeczki soli morskiej (zwykłej mniej)
  • 2 łyżeczki nasion kuminu
  • 1 łyżeczka sproszkowanego chili (u mnie kaszmirskie)
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1,5 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1,5 łyżeczki mielonej kolendry
  • 3 łyżki oliwy
pozostałe:
  • 2 spore cebule
  • szczypta szafranu
  • 2 łyżki oliwy
  • cytryna o cienkiej skórce (choć "po bożemu" powinna być kiszona cytryna, ale 
  • 1 - 2 garści zielonych oliwek
  • świeżo mielony pieprz
  • 3/4 szklanki wody
dodatki:
  • natka kolendry lub pietruszki (lub miks)
  • ryż lub kuskus

Sposób wykonania:

1. Kurczaka umyj, poporcjuj (zamiast całego ptaka możesz użyć np. udek i skrzydełek).
2. Przygotuj marynatę: rozetrzyj czosnek z solą, dodaj do niego kumin, chili, kurkumę, imbir i kolendrę, wlej oliwę i wymieszaj.
3. Powstałą marynata natrzyj kawałki kurczaka i odstaw do lodówki na minimum 4 godziny, najlepiej całą noc.
4. Wyjmij kurczaka z lodówki, rozgrzej 1 łyżkę oliwy w naczyniu do tagine (lub jak w moim przypadku na patelni), podsmaż kawałki kurczaka na złoty kolor, przełóż na talerz (lub w przypadku "nietadżinowym" do naczynia, w którym będą pieczone w piekarniku).
5. Rozgrzej kolejną łyżkę oliwy i obsmaż pokrojone w ósemki cebule ze szczyptą szafranu.
6. Połącz cebulę z kurczakiem (w tagine lub  - w wersji piekarnikowej - w glinianym naczyniu, choć sprawdzi się też żaroodporne), dodaj cytrynę (wcześniej sparzoną i wyszorowaną) pokrojoną na cieniutkie plasterki, całość popieprz, na końcu wlej wodę.
7. Tagine przykryj kominem, duś na małym ogniu około godziny. Jeśli korzystasz z pieraknika, przykryj naczynie z kurczakiem folią aluminiową i włóż do piekanika nagrzanego do 190 st. C na około 30-40 minut. 10 minut przed końcem pieczenia dodaj oliwki i odkryj, żeby kurczak ładnie się zrumienił.
8. Posyp kurczaka natką kolendry (pietruszki), podawaj z kuskusem lub ryżem.



2013/01/11

Fast w wersji slow. Burgery z kozim serem, confit d'oignons, cytrynowym jogurtem i rukolą w pełnoziarnistej brioszce.

Dziś szybki dowód na to, że burgery wcale nie muszą być wielką bułą z tłustym kotletem o niewiadomym składzie, z wyciekającym po każdym ugryzieniu majonezowym sosem. Przedstawiam Wam elegancką wersję znanej kanapki, której nie trzeba pożerać w dzikim pędzie. Taki francuski ukłon w stronę amerykańskiego klasyka. Delikatnie przyprawiona wołowina, rozpływający się kozi ser, słodka cebulka, delikatnie ostra rukola i jogurt z cytrynowym zestem dla świeżego sznytu. Śmiało można podać takiego burgera na kolację we dwoje - dziewczyny będą zadowolone, że ładne i pomysłowe, chłopców ucieszy kawał soczystego mięsa (no dobra, możecie mi zarzucić, że to utarte stereotypy, bo przecież większość kobitek krwistą wołowinką nie pogardzi, a i faceci coś ostatnio jakby bardziej wrażliwi na kuchenne eksperymenty). Polecam wypróbować!



Burgery z  kozim serem, confit d'oignons, cytrynowym jogurtem i rukolą w pełnoziarnistej brioszce.

Składniki (na 4 burgery):
  • 600 g mielonej wołowiny (niezbyt chudej, o zawartości ok. 20% tłuszczu)
  • kilka kropel sosu Worcestershire
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • łyżka zimnej wody
  • tłuszcz do smażenia
  • 4 bułeczki (Wasze ulubione, ja zmodyfikowałam przepis na burgerowe brioszki ze Smitten kitchen klik, ale nie jestem z niego w pełni zadowolona, więc póki go nie dopracuję, nie zamieszczam odrębnej receptury)
  • dodatki: rukola, ser kozi (roladka), karmelizowana cebula (z tego przepisu klik), gęsty jogurt ze startą skórką z połowy cytryny)
Sposób wykonania:
1. Mięso wymieszaj dokładnie z sosem worcester, solą i sporą ilością pieprzu, dodaj łyżkę wody i uformowuj 4 burgery o grubości ok. 2 cm. Włóż do lodówki.
2. Mniej więcej na godzinę - półtorej przed smażeniem, wyjmij burgery z lodówki i zostaw je w temperaturze pokojowej.
3. Mocno rozgrzej patelnię grillową albo zwykłą, lekko natłuść, smaż burgery około 4-5 minut z każdej strony (średnio wysmażone) lub dłużej.
4. Kiedy przewrócisz burgery ostatni raz, połóż na każdym trochę koziego sera, który pod wpływem temperatury pięknie się rozpłynie.
4. Gotowe burgery przełóż na drewnianą deskę lub talerz i zostaw je na kilka minut, żeby soki rozprowadziły się po mięsie.
5. W czasie, kiedy mięso odpoczywa, lekko zgriluj na patelni przekrojone bułki (możesz to zrobić również w piekarniku).
6. Na każdą połówkę bułki połóż garść rukoli, burgera, karmelizowaną cebulkę, cytrynowy jogurt i przykryj drugą połówką.
7. Iście królewski burger gotowy!! Żeby nie było zbyt "ęą", możesz podać go z frytkami (klik :) 



2013/01/10

Cebulowa słodycz. Confit d'oignons.

Dziś zapraszam na słodkie. Słodkie, lecz wytrawne. Smak, do którego musiałam dojrzeć, poznać go i oswoić. Teraz chodzi za mną jak wierny (choć czasem upierdliwy:) pies - jak już mnie dopadnie, to nie mogę się od niego opędzić i nie opuszcza mnie często przez kilka kolejnych dni. 
A wszystko zaczęło się od serów... Lat temu kilka moja wiedza wykroczyła poza polski asortyment goudo- i edamo- podobnych, poza Turki i Lazury i do chwili obecnej pokonała kilka leveli na drodze do pełnego serowego wtajemniczenia, które nie nastąpi nigdy, ale dążenie do niego jest nad wyraz przyjemne. Sery, jeśli potraktujemy je nie jako dodatek, a istotę, główną oś celebry, potrafią zaskoczyć orgią smaków. Połączenie dobrego sera ze świeżą bagietką i kieliszkiem wina to rewelacja. A jeśli do tego zestawu dodamy coś, co podkreśli i wydobędzie to, co z sera najlepsze, mamy istny TRÓJWYMIAR w gębie! Tą "kropką nad i" może być zwykłe jabłko czy gruszka podzielone na cząstki, orzechy, konfitura różana albo chutney.  I właśnie formę chutneyu proponuję poniżej - confit d'oignons. Skarmelizowana cebulka z dodatkiem balsamico, porto i likieru porzeczkowego jest genialna sama w sobie i  znika ze słoika w podobnym tempie jak nutella. Zaś podana na grzance z dojrzewającym kozim serem, z którym stanowi duet idealny, to już nie trzeci, a czwarty wymiar!! 


Karmelizowana czerwona cebula (confit d'oignons)

Składniki:
  • 0,5 kg czerwonej cebuli
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 łyżki oliwy lub masła (lub pół na pół)
  • 2 łyzki ciemnego brązowego cukru
  • 50 ml porto (opcjonalnie)
  • 50 ml Crème de cassis (opcjonalnie - zamiast porto i Crème de cassis można dać 100 ml czerwonego wina lub w ogóle zrezygnować z alkoholu, choć polecam pierwotną wersję - smak jest głębszy i wyrazistszy)
  • 4 łyżki octu balsamicznego
  • 2, 3 szczypty suszonego tymianku
  • sól
  • świeżo mielony pieprz
Sposób wykonania:
1. Obierz cebulę, pokrój w piórka. Czosnek drobno posiekaj.
2. W głębokiej patelni lub garnku o grubym dnie rozgrzej oliwę/masło.
3. Wrzuć na rozgrzany tłuszcz cebulę i czosnek, smaż ją na średnim ogniu około 15 minut, uważając, aby się nie przypaliła.
4. Dodaj cukier, wymieszaj, smaż 2, 3 minuty.
5. Dodaj alkohol, ocet, przemieszaj, zmniejsz temperaturę na minimalną i duś cebulę, aż ciecz praktycznie wyparuje, w moim przypadku było to 45 minut. W międzyczasie dodaj tymianek.
6. Kiedy konfitura ma już zadowalającą konsystencję, dodaj sól do smaku i szczodrze popieprz.
7. Jeśli nie chcesz konfitury wykorzystać od razu, możesz ją zawekować lub przez kilka dni przechowywać w pojemniczku w lodówce.


Taka cebulka świetnie pasuje nie tylko do serów, ale i tart, foie gras, pasztetów i pieczonych mięs. 



2013/01/06

Poszukiwania ideału. Chocolate chip cookies.

Dobrych piętnaście lat temu zobaczyłam w telewizji program o amerykańskiej kuchni - kręcony w formie reportażu z podróży po różnych stanach, pokazywał zarówno przydrożne knajpy, jak i eleganckie nowojorskie restauracje. Wtedy co prawda o kuchni nie wiedziałam nic i nie umiałam nawet ziemniaków ugotować (bo i pokroić trzeba, a noża się bałam, bo soli trzeba wsypać, a jak tu wiedzieć ile, skoro ziemniaków za każdym razem inna ilość?), ale program obejrzałam z zapartym tchem, szczególnie fragment o barze specjalizującym się w gofrach ze smażonym kurczakiem polanych syropem klonowym. Na tamte czasy i polską rzeczywistość połączenie wydawało się rewolucyjne, no bo jak to tak słodkie ze słonym... i to jeszcze deserowy goferek z mięsem... profanacja! Ale ja zamykałam oczy i czułam ten smak... Boże, ile nocy śniły mi się te gofry! 
Od tamtej pory nieco doedukowałam się w tematach kuchennych, a i ziemniaki robię na sto sposobów. Jedyne, co się nie zmieniło, to sentyment do amerykańskiego jedzenia. Nie, nie mam na myśli tłustych sztuczności zapijanych hektolitrami koli, ale różnorodność, ciekawe połączenia wynikające z przenikania się różnych kultur i tradycji i otwartość na nowe. Pewnie niejeden raz pokażę na blogu przepisy inspirowane amerykańskimi klasykami, dziś przedstawiam jeden z nich - chocolate chip cookies.

Wbrew pozorom to nie są zwykłe ciastka - zanim opracowałam ten przepis, przeszłam przez wiele prób, ciągle coś było nie tak. Moim ideałem było przede wszystkim cienkie, miękkie i "żujkowate" (bo jak przetłumaczyć chewy?) ciastko (=kuki :). Chrupaniu w tym przypadku mówimy stanowczo nie! Jak na złość przed długi czas wychodziły mi ciasteczka smaczne, owszem, ale twarde i chrupiące, aż trzeszczało. Aż w końcu tadaaam!! Wyszły mi idealne kukisy!! Udało się i udaje się za każdym razem, odkąd korzystam z tego przepisu. Ciastka są mięciutkie również na drugi dzień, rozpływają się na blasze podczas pieczenia, jednak nie powstają z nich milimetrowej grubości placki. Ciastka pięknością nie grzeszą i wyborów Miss Ciastka na pewno nie wygrają, ale pod gruboskórną powłoką kryją bogate, miękkie wnętrze, dzięki któremu plasują się w ścisłej czołówce ciastkowej elity :)




Chocolate chips cookies (przepis na ok. 22 sporych ciastek)

Składniki:

  • 170 g masła w temperaturze pokojowej
  • 140 g jasnego brązowego cukru  - light muscovado (jasny muscowado to sekret miękkich ciastek, uprzedzam, że demerara się nie sprawdzi!)
  • 50 g białego cukru
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 300 g mąki
  • 1/2 płaskiej łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)
  • 180-200 g czekolady pokrojonej na kawałeczki  lub czekoladowych kropelek (rodzaj wedle uznania, ja daję 50/50 mleczną i deserową, gorzka z zawartością kakao powyżej 60% jest akurat w tych ciastkach za bardzo wyrazista, choć to moja subiektywna opinia)

Sposób wykonania:
1. Masło zmiksuj z cukrem do połączenia. Dodaj jajka i zmiksuj na masę.
2. Mąkę wymieszaj z solą i proszkiem do pieczenia.
3. Dodaj sypkie składniki do masy maślanej, wymieszaj dokładnie.
4. Dodaj ekstrakt jeśli go używasz, czekoladę, wymieszaj.
5. Dużą blachę z wyposażenia piekarnika wyłóż papierem do pieczenia. Z masy ciasteczkowej odrywaj kawałki i formuj z nich kulki wielkości piłeczki pinpongowej. Rozłóż je, rozpłaszczając nieco każdą kulkę dłonią, w sporych odstępach na blasze (mi wychodzą 2 blaszki po 11 ciastek)
6. Włóż do piekarnika nagrzanego do 165 st. C i piecz 10-11 minut.
7. Po upływie podanego czasu wyjmij ciastka (mimo, że będą jeszcze bardzo miękkie i mogą się wydawać nieupieczone) i 3-4 minuty pozostaw na ciepłej blasze. W tym czasie ciastka "dojdą", troszkę opadną i ładnie się pomarszczą.
8. Przełóż ciastka z blachy na kratkę i pozostaw do ostudzenia.
9. Teraz możesz poczuć się jak piękna amerykańska pani domu, która upiekła idealne ciasteczka lub piękny niczym Ken mężczyzna, który może wszystkie te cudeńka pochłonąć :)


2013/01/01

Po pierwsze - eksperymentalnie.

3... 2...1... jest!! Pierwszy dzień Kolejnego Roku, pierwsze realizowane postanowienie noworoczne, którym jest ten (pierwszy!) blog, pierwszy post, a w nim pierwsza próba zmierzenia się z przepisem kulinarnego eksperymentatora Hestona Blumenthala. Jednym słowem, eksperyment na całej linii! Trzymajcie za mnie kciuki, aczkolwiek nie za długo, bo wolne ręce przydadzą się Wam do obierania, krojenia, gotowania i smażenia. Czego? Poczciwych ziemniaków, z których powstaną obłędne... FRYTKI.

Być może na pierwszy wpis powinnam wybrać bardziej wysublimowane danie i zaskoczyć Was niepowtarzalnym zestawieniem smaków, porazić feerią barw na talerzu, na którym jarmuż poganiałby topinambur, a pasternak w formie chipsów mrugałby zalotnie do kaczki sous-vide, okraszonej molekularnym twistem. Przyjdzie czas i na takie wynalazki (no, może poza zabawami z ciekłym azotem:), natomiast dzisiejszym bohaterem i pierwszą gwiazdą mojego bloga czynię (nie)zwykłego ziemniaka, którego za pomocą kilku sztuczek można zamienić we Frytki. Przez wielkie F.

O co tyle hałasu, spytacie. Czy to aby nie przesada doktoryzować się nad kawałkiem obsmażonego kartofla? A no nie przesada. Nie dla mnie, osoby, która frytki kocha miłością nieskończoną, jednak postanowiła zakończyć poszukiwania najlepszego domowego sposobu ich produkcji. Tak, produkcji, bo jak inaczej nazwać smażenie frytek  w oparciu o przelicznik: 1 moja osoba = 1 kg ziemniaków = 1 posiedzenie, gdzie osób jest więcej, niż jedna? Ale, wróćmy do frytkowego sedna. Przepis Hestona z programu How To Cook Like Heston (klik) zaintrygował mnie jakiś czas temu, odłożyłam go na bok (przez ten okres zadowalałam się frytkami "na mieście"), aż natknęłam się na niego ponownie podczas porannej prasówki blogowej (blogówki?:) na Gotuje, bo lubi. I już wiedziałam, że nastał TEN moment, żeby sprawdzić, czy obiecanki Hestona mają pokrycie w rzeczywistości. Dla mnie jak najbardziej mają - frytki przyrządzone wyprodukowane zgodnie ze wskazówkami są złociutkie, chrupiące, o kremowym, iście ziemniaczanym wnętrzu, nie robią się gumowate po kilku minutach, wręcz przeciwnie - do ostatniego kęsa cieszą zmysły porządnym chrrruuup! (mmm, ten dźwięk!!). Jedyną rzeczą, która sprawia, że nie robię tych ziemniaczanych cudów codziennie, to czas, jaki należy poświęcić, aby frytkowa orgia mogła się w ogóle odbyć. Mimo wszystko, 4 godziny to dość sporo... choć warto!



Żeby podjąć się eksperymentu przemiany szarego ziemniaka w złotą frytkę, potrzebne są:
  • ziemniaki (najlepiej odmiana żółta, np. denar lub lord, rodzaj ziemniaków naprawdę ma znaczenie)
  • olej (na 1 kg ziemniaków 1 litr oleju)
  • sól plus inne dodatki wedle uznania
  • duuużo czasu oraz przestrzeni w zamrażalniku

Cała zabawa polega na potrójnej obróbce cieplnej ziemniaków. 

Raz - pokrojone na dość grube słupki ziemniaki płuczemy pod zimną wodą, aby pozbyć się części skrobii, wkładamy do garnka, zalewamy zimną wodą, dodajemy łyżeczkę soli i gotujemy przez 20 minut (liczone od postawienia na gaz/prąd). Kolejno, ziemniaki odsączamy, osuszamy na kratce, studzimy i wkładamy do zamrażalki na godzinę (dobrze to zrobić na tackach, tak, by frytki  tworzyły pojedynczą warstwę),

Dwa - po godzinie nagrzewamy olej do średniej temperatury (ok. 160 st. C) i obsmażamy frytki, aby na ich powierzchni powstała cienka, lecz wciąż blada skórka. Znów odsączamy, studzimy, mrozimy przez godzinę,

Trzy - rozgrzewamy olej do wysokiej temperatury (ok. 180 st. C) i smażymy zamrożone frytki na złoto.


Raz, dwa, trzy... i mamy pyszne, chrupiące frytki. Do tego trochę soli, towarzysz w postaci soczystego steku lub burgera, choć i bez pary są genialne,... i jesteśmy w niebie. Frytkowym niebie :)