2013/06/28

Okazja. Quiche z łososiem, szpinakiem i ricottą.

 - Pani patrzy, jaki piękny! A jaki dorodny, nigdzie Pani takiego ładnego, świeżutkiego, kruchutkiego nie dostanie, tylko u mnie! Pani weźmie, nooo... zdrowie samo, zaraz się skończy i będzie Pani żałować, że Pani nie kupiła. 
 - Eeee... nie wiem, ja mam proszę Pana już lodówkę całą zapchaną, a to taka wielka siata... gdzie ja to pomieszczę? Wezmę tylko szczypiorek. 
 - A! Głupoty Pani gada, zje się samo, żadnego miejsca nie potrzeba! Pani patrzy, wszyscy biorą, zaraz nie będzie! Co Pani, na szczypiorku chce Pani przeżyć?
 - No coś tam jeszcze mam oprócz tego szczypiorku... nie wiem sama... może innym razem. Ale tak z ciekawości: po ile Pan ma to cudo?
 - Kochana, 2 złote, jak za darmo!
 - Ile??!! Dwa?? A to poproszę. Oj, ładny, faktycznie. To w sumie... a, niech stracę, daj mi Pan dwa te szpinaczki, no przecież grzech nie wziąć. A do lodówki się upchnie jakoś.
 - Ech, no mówiłem. 4 złote się należy. Ten szczypiorek to ma Pani ode mnie gratis.

Takim sposobem przytaszczyłam do domu 2 wielkie torby szpinaku, którego faktycznie nie było gdzie schować. Właściwie tak kończą się każde zakupy na Kleparzu (znany plac targowy w centrum Krakowa) - mimo skrupulatnie przygotowanej listy, mimo starannie opracowanej strategii, zawsze wymiękam i zamiast elegancko, z jedną torebeczką, wychodzę z targu niczym wół pociągowy - obładowana siatkami, torbami, z plecakiem na ramionach, zgięta wpół, sapiąca. W takim stanie wlokę się do autobusu i jadę z moimi warzywno-owocowymi zdobyczami pół miasta. Kiedy już doczołguję się do domu, zarzekam się, że to był ostatni raz, po czym... przychodzi kolejna sobota i kolejny raz biję rekord w ilości i wadze zakupów, jaką może przenieść kobieta. Głupota, pomyślicie. No tak, zgodzę się, rozsądne to nie jest, ale chyba jestem od tych zakupów uzależniona :) Po powrocie oglądam te moje szpinaczki, pomidorki, piękne truskaweczki i jestem zwyczajnie szczęśliwa i dumna. A problem przeładowania postanowiłam rozwiązać przez nabycie wózka na zakupy - będzie w końcu elegancko, a i napakować do takiego ustrojstwa będzie można z 10 kilo więcej, niż dam radę przenieść w rękach. To dopiero będzie szał!

Wracając do "szpinaczku" - upakowałam go w końcu do zamrażarki i bardzo byłam z tego okazyjnego zakupu zadowolona, bo przydał się w sytuacji kryzysowej, czyli chorobowo-pustkowej (po polsku: leżę chora w domu, pójść na zakupy nie ma jak, w lodówce resztki, a jeść się chce). Wykorzystałam go dość sporo w quiche'u z łososiem i ricottą. Przepis nie jest odkrywczy, to po prostu smaczny, ciepły posiłek, który można zjeść na kolację, wziąć do pracy, przekąsić na zimno, słowem, klasyczny przykład comfort food. Polecam, jeśli nie chce się Wam tworzyć wymyślnych potraw, gwarantuję, że będzie smakować!


Quiche z łososiem, szpinakiem i ricottą

Składniki (na formę o średnicy 26-27 cm):

Kruchy spód:
  • 220 g mąki pszennej
  • 110 g zimnego masła
  • pół łyżeczki soli
  • 3-4 łyżki lodowatej wody

Nadzienie: 
  • 200 g świeżego łososia
  • 100 g wędzonego łososia
  • 400 g liści szpinaku
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 szczypty suszonego oregano
  • szczypta startej gałki muszkatołowej
  • 250 g ricotty
  • 3 jajka
  • 200 g kwaśnej śmietany 12-18%
  • 50 g słodkiej śmietanki 18-30%
  • sól, pieprz, płatki chili

Sposób wykonania:
1. Przygotuj spód: ręcznie lub za pomocą malaksera (polecam, najlepszy i najszybszy sposób na zrobienie kruchego ciasta!) wymieszaj mąkę, sól i posiekane na małe kawałki zimne masło, szybko rozetrzyj, aby powstała drobna kruszonka. Dodaj tyle zimnej wody, żeby zagnieść jednolite i elastyczne ciasto. Z ciasta uformuj kulę, którą następnie rozpłaszcz na placek, zawiń w folię spożywczą i schłódź w lodówce przez co najmniej 30-40 minut. Po tym czasie rozwałkuj ciasto pomiędzy dwoma kawałkami folii (tak jest dużo łatwiej i nic się nie przykleja) na płat o powierzchni trochę większej, niż foremka, w której będziesz piec. Wyłóż formę ciastem, odkrawając wałkiem ewentualny nadmiar ciasta. Nakłuj ciasto gęsto widelcem. Wstaw do piekarnika nagrzanego do 190 st. C i podpiecz ciasto - zajmie to 20-25 minut.

2. Przygotuj łososia: świeżego łososia lekko posól, popieprz, skrop sokiem z cytryny i upiecz (na przykład podczas podpiekania spodu) lub ugotuj na parze tak, aby nie był surowy, ale też nie suchy. Mięso łososia podziel na mniejsze kawałki i przełóż do miski. Dodaj do niego posiekanego wędzonego łososia, wymieszaj delikatnie.

3. Przygotuj szpinak: umyj dokładnie liście szpinaku, poszarp je na mniejsze kawałki (jeśli używasz baby szpinaku, nie musisz tego robić). Na patelnię wlej oliwę. Obierz czosnek i pokrój go na cieniutkie plasterki, po czym przełóż na patelnię z tłuszczem. Dopiero teraz zacznij rozgrzewać patelnię, uważając, żeby nie przypalić czosnku. Po kilku chwilach dodaj szpinak i podsmażaj go, aż straci objętość i wyparuje z niego większość wody (powinno to zająć około 7-10 minut). Kiedy szpinak jest już prawie gotowy, przypraw go solą, pieprzem, gałką muszkatołową i szczyptą suszonego oregano.

4. Przełóż szpinak do łososia, dodaj ricottę i wymieszaj wszystko delikatnie.
5. W osobnym naczyniu wymieszaj jajka, śmietanę, śmietankę, dodaj trochę soli i pieprzu.
6. Na podpieczony spód wyłóż łososia ze szpinakiem i ricottą, rozłóż równo na cieście, następnie zalej wszystko jajkami ze śmietaną. Możesz delikatnie wszystko przemieszać, żeby śmietanowo-jajeczna mieszanina dotarła do wszystkich zakamarków i dobrze zespoliła się z resztą nadzienia. 
7. Wierzch quiche'a posyp płatkami chili.
8. Włóż quiche'a do piekarnika nagrzanego do 180 st. C i piecz 30-40 minut, do chwili, aż wierzch się zetnie i ładnie zezłoci.



2013/06/19

W biegu. Menu na Najedzeni Fest!


Kochani, dziś krótko i na temat. Zapowiadałam, że pojawi się menu, z jakim wystąpię na Najedzeni Fest! (przypominam - 23 czerwca, Forum Przestrzenie w Krakowie) i wywiązuję się z obietnicy.

Postawiłam w tej edycji na Francję. Chłopak pół-Francuz, rok nauki języka francuskiego, podróże do Francji - wszystko to zobowiązuje, prawda? :) Z tego, co wiem, nie tylko ja będę przedstawiać francuskie specjały, choć mam nadzieję, że nie zdublujemy się z repertuarem i będziecie mogli odbyć kulinarną podróż po całej Francji.
Ale, do rzeczy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem (czyli wyrobię się czasowo i dania wyjdą tak, jak powinny), na moim stoisku znajdziecie:

  -  croissanty z konfiturą (trzy do wyboru: mirabelka, malina, truskawka z wanilią)
  -  rillettes z łososia na razowym chlebie (chleby piekę sama)
  -  parfait z wątróbek z confit d'oignons na opiekanym pszennym chlebie
  -  quiche z bekonem, jabłkiem i serem
  -  tartiflette podawana z sałatą
 -  tagine z ciecierzycą, warzywami i kiszonymi cytrynami podany chlebkiem khobz eddar (tu ukłon w              stronę licznych imigrantów z Maghrebu)
  -  tarte tatin z creme anglaise
  -  eklery z kremem tymiankowym i truskawkami
  -  tartaletki czekoladowe z karmelem i fleur de sel

Szukajcie stoliczka z obrusem w biało-czerwoną kratkę i zdenerwowanej dziewczyny za nim - to będę ja :) Trzymajcie za mnie kciuki! Ja uciekam już do kuchni i rozpoczynam przygotowania.

Do zobaczenia!!


2013/06/17

100% cytryny w cytrynie. Limoncello i kiszone cytryny.

Nie wiem, co było pierwsze - pomysł czy Miejsce.* To znaczy Miejsce istnieje dość długo i pod tym względem pomysł na pewno był później, ale nie o takie kryterium chodzi. Bo na myśli mam limoncello. Pyszne, cytrynowe, słodkie, ale też mocne, orzeźwiające, na lato idealne. Nie pamiętam, czy z K. wpadliśmy na pomysł, żeby je zrobić i sprawdzaliśmy organoleptycznie w Miejscu, jakie być powinno, czy może dopiero po spróbowaniu kieliszeczka likieru w Miejscu, postanowiliśmy zrobić je metodą chałupniczą. Cóż, nieistotne. Bądź co bądź limoncello w Miejscu jest ekstra, bo nie żadne kupne, ale domowe, rozlewane z pięknej butelki. Tylko cena trochę wysoka, zwłaszcza, że kto by tam pił tylko jeden kieliszek? Skoro jednak w knajpie potrafią zrobić ten włoski likier, to chyba nie może to być megatrudne, prawda? Pełni wiary we własne umiejętności, poczyniliśmy zakup pięknych eko cytrynek (można je dostać np. w Lidlu, pakowane po pół kilo, w bardzo miłej cenie :), spirytusu, przejrzeliśmy receptury (w tym przepis Bartka, który prowadzi Miejsce - klik) i zabraliśmy się za produkcję. Jak wyszło? Rewelacyjnie! Zrobienie domowego limoncello jest dziecinnie proste, jedyna trudność to... czekanie minimum dwa tygodnie na efekt końcowy :)

Ale, to nie wszystko. Do wyrobu likieru używa się tylko skórek, więc jeśli nie mamy w planach wypicia hektolitrów lemoniady, zostajemy z górą gołych cytryn. Jak je wykorzystać? Gorąco zachęcam do kupienia kilograma owoców więcej (podczas zakupów "limoncellowych") i zrobienia kiszonych cytryn. Przepis woła o dużo cytrynowego soku, więc nic się nie zmarnuje. A kiszone cytryny to podstawa dobrego tagine, czy mnóstwa potraw indyjskich i bliskowschodnich, o 180 stopni zmieniają smak dania, do tego ich przygotowanie jest banalne. 

Jak już cisnąć cytryny, to na maksa, do ostatniej kropli, a nawet pestki. Robicie owocowe przetwory? Jeśli tak, to polecam zbierać pesteczki, które wkładamy później do szczelnie zawiniętego woreczka z gazy i wrzucamy do gara podczas smażenia owoców na dżemy i konfitury. Pestki zawierają bowiem pektyny, dzięki którym nasz dżemik jest gęsty, żadne fixy i inne cuda nie są potrzebne.

I co, da się wycisnąć z cytryn wszystko? Ano, da się. 

* mieszkańcy i bywalcy Krakowa zapewne wiedzą, o jakim Miejscu mowa, dla nietutejszych małe objaśnienie - jest taka knajpka na krakowskim Kazimierzu, która zowie się wdzięcznie Miejsce. Miejsce Bar :)
** zdjęcia były robione telefonem, więc są, jakie są :)


Limoncello
z podanych proporcji wychodzi około 1,3 litra likieru

Składniki:
  • 8-10 niewoskowanych, ładnych cytryn
  • 0,5 litra spirytusu
  • 0,5 litra wody
  • 350 g cukru
Sposób wykonania:
1. Cytryny dokładnie umyj, wysusz. 
2. Ostrym nożykiem lub dobrą obieraczką obierz cieniutko cytryny tak, żeby otrzymać skrawki żółtej skórki bez albedo, czyli białej części. Obrane cytryny możesz wykorzystać do kolejnego przepisu, czyli do kiszonych cytryn.
3. Skórki wrzuć do słoika i zalej spirytusem, odstaw na tydzień.
4. Po 7 dniach skórki odcedź i wrzuć. Zobaczysz, że alkohol wyciągnął z nich wszystko, co mógł - będą białe i sztywne, zupełnie niecytrynowe.
5. Zrób syrop cukrowy - w garnuszku podgrzewaj wodę z cukrem do momentu, aż ten całkowicie się rozpuści, ostudź.
6. Do spirytusu wlej syrop. Warto ten moment obserwować, bo podczas wlewania wody, przejrzyście żółty alkohol fajnie mętnieje :)
7. Likier przelej do butelek i odstaw do lodówki na tydzień, żeby wszystko się  przegryzło. Po tym czasie spróbuj - może się zdarzyć, że będzie za ostry lub za mało słodki - można więc dodać do niego wody lub trochę syropu cukrowego (oczywiście zrobionego z mniejszej ilości cukru i wody).
8. Schowaj butelki w miejsce niedostępne dla osób postronnych, w innym przypadku likier na długo nie starczy :)
9. Gotowe limoncello pij mocno schłodzone.


Kiszone cytryny

Składniki:
  • 6-8 niewoskowanych cytryn
  • po 1 łyżce soli morskiej na cytrynę
  • sok z 6-8 cytryn (najlepiej z cytryn, które zostały po wyrobie limoncello)
  • 100-150 ml oliwy
Sposób wykonania:
1. Cytryny dokładnie umyj, wysusz.
2. Każdą cytrynę natnij na krzyż od wierzchołka ku dołowi, ale nie przecinając ich do końca -  nóż ma się zatrzymać około 2 cm przed "dupką". W ten sposób cytryna jest rozcięta na ćwiartki, jednak nie rozpada się.
3. Rozchyl delikatnie każdy owoc i wsyp do niego łyżkę soli, po czym zamknij i włóż do sporego, wyparzonego słoja (ja mam 2-litrowy). Dokładając kolejno cytryny, staraj się je jak najściślej upychać w słoju, nie martw się, że sok będzie wyciekał czy cytryny się zniekształcą - właśnie o to chodzi :)
4. Kiedy upakujesz w słoiku wszystkie cytryny, zalej je cytrynowym sokiem, aby całkowicie je przykryć. 
5. Na koniec wlej oliwę, zamknij słój i odstaw w chłodne miejsce na minimum 2-3 tygodnie (od czasu do czasu dobrze jest słoikiem potrząsnąć). Oczywiście, cytryny im starsze, tym lepsze, bo bardziej aromatyczne.



2013/06/14

Fest impreza w Krakowie. Najedzeni Fest!


Kochani! Jeśli nie macie planów na niedzielę, 23 czerwca, i jesteście z Krakowa lub okolic, albo będziecie w pobliżu, to zgarnijcie dzieci, znajomych, rodzinę i koniecznie przyjdźcie do Forum Przestrzenie na pierwszą edycję festiwalu kulinarnego Najedzeni Fest!

Festiwal powstał z inicjatywy trzech dziewczyn czynnie działających w krakowskim światku kulinarnym (i nie tylko!) - Magdy Wójcik, Zosi Barto i Kasi Pi Pilitowskiej - i ma na celu połączyć wszystkich, którzy kochają gotować, pasjonują się kuchennymi tematami, a także tych, którzy lubią dobrze zjeść. Będzie okazja do spotkania, dyskusji, dowiedzenia się czegoś nowego nie tylko o kuchni, a przede wszystkim do skosztowania przeróżnych potraw za symboliczne pieniądze. Prawda, że ekstra?!

W jednym miejscu, w jednym czasie, swoje popisowe potrawy, przetwory, smaki, umiejętności i projekty zaprezentują nie tylko liczne restauracje, bary i miejsca z jedzeniem, ale też amatorzy i blogerzy. I wśród nich, drodzy moi, będę JA!! Dlatego tym goręcej zapraszam do przybycia - będzie mi ogromnie miło Was spotkać, poznać i ugościć przygotowanym przeze mnie jedzeniem. Szczegóły dotyczące serwowanych przeze mnie potraw podam za kilka dni, zdradzę tylko, że będzie po francusku :) Stay tuned!!

Informacje na temat Najedzeni Fest!
strona www: najedzenifest.pl



2013/06/12

Mów do mnie czule. Ciemny żytni chleb śląski.

Dziś chlebowy debiut na blogu - przedstawiam Wam jeden z ładniejszych bochenków, jakie udało mi się upiec (no dobra, po prostu nie miałam zdjęć poprzednich:). Nie jest to mój piekarniczy pierwszy raz, ale uprzedzam, że nie jestem wytrawną znawczynią chlebów, ani tym bardziej doświadczoną piekarką (właśnie, czy istnieje żeńska forma słowa piekarz?:). Na warsztat wybieram niezbyt skomplikowane przepisy, choć zawsze są to receptury na pieczywo na zakwasie. Mimo wielu zalet, pieczywo na drożdżach zawsze będzie u mnie na drugim miejscu.


Pieczenie chleba zaliczam do jednej z fajniejszych "kuchennych aktywności". Potrzeba do tego sporo czasu i przede wszystkim cierpliwości i wyczucia, ale nie ma większej frajdy niż obserwowanie jak coś, co przed chwilą było właściwie tylko wodą i mąką, zamienia się w pękaty, okrąglutki i chrupiący chlebuś. Oprócz tego pieczenie chleba niesamowicie odpręża - tu nie ma miejsca na pośpiech, nie można pójść na skróty, wszystkie czynności mają swoją kolej. Święcie wierzę, że zakwas to stworzenie żywe i, jak większość żyjątek, lubi, jak się go pogłaszcze, przytuli, połechce. Dlatego ja do swojego mówię, dogadzam, zachęcam go do wzrostu i mimo, że ma tylko kilka miesięcy, chleby wyrastają na nim pięknie. Ba! Kiedyś zapomniałam o nim na ładnych  parę tygodni, ale trochę mąki i wody, a do tego dużo ciepłych słów i stał się cud - zakwas po kilku dniach ożył. Dobra rada ciotki Natalii - dbajcie o swoje zakwasy, jak o własne dzieci, opiekujcie się nimi troskliwie, a odpłacą się Wam po stokroć :)

Kilka słów o dzisiejszym chlebie: przepis widziałam kiedyś u Trufli (piękny wpis i piękne zdjęcia), niedawno przypomniała mi o nim w swoim blogu Bea. Mimo nazwy, wcale nie jest on ciemnym chlebem, owszem, nie jest tak jasny jak pszenne wypieki, ale daleko mu do ciężkich i kwaśnych razowców. Jego smak jest delikatnie kwaskowy, jednak zaliczyłabym go do lżejszych chlebów. Mój bochenek upiekłam w garnku żeliwnym i dołączam do grona fanów pieczenia tą metodą - chleb z garnka jest idealnie okrągły, o grubej, chrupiącej skórce i nawet to, że zapomniałam go naciąć, nie zaszkodziło mu, a wręcz przeciwnie - dzięki pieczeniu w żeliwie apetycznie popękał. Chleb nie należy do trudnych i mimo, że ciasto trochę się klei, nie sprawił mi żadnego problemu.


Ciemny żytni chleb śląski
(przepis z książki Daniela Leadera "Local Breads", wzięłam pod uwagę rady podane przez Patrycję z Trufli)

Zaczyn:
  • 50 g dokarmionego 10-24 godziny wcześniej zakwasu żytniego
  • 75 g letniej wody
  • 75 g mąki żytniej - pół na pół sitkowa z razową
Zakwas wymieszaj z wodą, dodaj mąkę i wymieszaj (powstanie gęsta masa). Szczelnie przykryj folią i odstaw na 8-12 godzin (najlepiej na noc) w temperaturze pokojowej.

Ciasto właściwe:

  • 200 g przygotowanego wcześniej zaczynu
  • około 280-300 g wody (w oryginale 350 g)
  • 350 g mąki pszennej chlebowej
  • 150 g mąki żytniej razowej
  • 1/2 łyżeczki drożdży instant (w oryginale 1 łyżeczka)
  • 10-12 g miałkiej soli

1. Zaczyn dokładnie wymieszaj z wodą, dodaj drożdże, wymieszaj. Mąkę wymieszaj z solą, dodaj do zaczynu i wyrób ciasto - ręcznie trwa to około 10 minut. Ciasto będzie gładkie, ale lepkie.
2. Przełóż ciasto do naoliwionej miski, przykryj szczelnie folią i odstaw do wyrośnięcia na około 2-2,5 godziny, aż ciasto podwoi objętość. Dobrze jest co 40-50 minut złożyć ciasto (tu instrukcja, jak to zrobić). 
3. Przełóż wyrośnięte ciasto na lekko wysypany mąką blat, uformuj okrągły bochenek i przełóż do wyłożonego mocno umączoną ściereczką koszyka do wyrastania chleba lub naczynia - ja posłużyłam się szerokim durszlakiem.
4. Przykryj naczynie z chlebem folią (tak, aby nie dotykała ciasta, ja na tym etapie używam foliowego worka) i zostaw do wyrośnięcia na około 1,5 godziny (znów ma podwoić objętość).
5. Około 40 minut przed pieczeniem nagrzej piekarnik do 240°C (grzanie góra-dół) razem z blachą, na której będzie pieczony chleb lub garnkiem żeliwnym razem z pokrywką (w którym piekłam ja). Jeśli pieczesz na blasze, włóż do piekarnika również żaroodporne naczynie lub małą foremkę z wodą, która utworzy parę.
6. Wyrośnięty bochenek przełóż szybko na rozgrzaną blachę i natnij w kilku miejscach żyletką. Jeśli pieczesz w garnku żeliwnym, przełóż chleb do gorącego garnka i szybko przykryj nagrzaną pokrywką. Wstaw blachę/garnek do piekarnika.
7. Piecz chleb około 12-15 minut, po czym obniż temperaturę do 200-220° i piecz jeszcze około 30 minut. Jeśli używasz garnka, zdejmij pokrywkę na 15 minut przed upływem czasu pieczenia. Wystudź dokładnie na kratce.


...oczywiście nie wytrzymałam i przekroiłam chleb jeszcze ciepły, Wam jednak radzę uzbroić się w cierpliwość i zrobić zgodnie ze sztuką, czyli poczekać do całkowitego ostudzenia bochenka.


2013/06/11

Teraz Polska! Jogurtowe ciasto z truskawkami i cytrynowym lukrem.

Nie będę oryginalna i napiszę to, co większość z Was czytała pewnie na innych blogach kulinarnych, bo zdaje się to najpopularniejszy temat - pojawiły się polskie truskawki. Nareszcie! Wyglądają jak biedniejsze krewne koleżanek z zagranicy (czyli olbrzymich i pięknych owoców z Włoch czy Hiszpanii), ale są nasze, polskie, najlepsze! I co z tego, że w tym roku ich smak pozostawia wiele do życzenia, że nie są zgrabne i czerwoniutkie. Mają w sobie to coś, co odurza i każe kupować kolejny kilogram. Tylko co zrobić, jeśli się ma w lodówce kobiałkę i kolejną w drodze? Na konfiturę to trochę za mało (bo jak smażyć, to po maksie - z co najmniej 10 kilo), więc oprócz jedzenia "na surowo" i dodawania do śniadaniowych smoothies, upiekłam z nimi nieskomplikowane ciasto. Tak na początek, na inaugurację sezonu. Wilgotne, maślane, bez udziwnień, rzekłabym nawet - podstawowe, zwykłe. Ale właśnie takie zwykłe i proste smakuje najlepiej :)


Przepis na to ciasto znalazłam kiedyś u Cukrowej Wróżki (klik). Pamiętam, że miałam wtedy diabelną ochotę na zrobienie czegoś słodkiego, bo często napada mnie nieprzeparta chęć nie tyle na zjedzenie czegoś, ale właśnie na samo pichcenie, dla mnie to najlepszy relaks! W lodówce znalazłam garstkę mrożonych truskawek, trzy jajka i przeterminowany jogurt, który jednak dzielnie się trzymał, jakby przeczuwał, że czeka go rola życia:) Po wpisaniu tych składników do googla, drogą selekcji (główne kryterium: fajny blog i fajne zdjęcie), wybrałam poniższy przepis. Od tego czasu ciasto często gości na moim stole - zimą wykorzystuję do niego mrożone owoce, latem najchętniej nie kombinuję i robię je ze świeżymi truskawkami. Placek pięknie wyrasta (trzeba tylko pamiętać, żeby składniki były w temperaturze pokojowej), ma przyjemny waniliowo-maślany aromat, najlepiej smakuje jeszcze lekko ciepły. Bardzo polecam!


Jogurtowe ciasto z truskawkami i cytrynowym lukrem

(przepis stąd, z drobnymi zmianami)

Składniki (proporcje na średnią keksówkę):
  • 1 1/3 szklanki mąki pszennej
  • 4 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 160 g masła lub margaryny do pieczenia (ja daję 100 g masła i 60 g margaryny)
  • 1/2 szklanki cukru
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej (lub mały cukier wanilinowy)
  • 3 jajka 
  • 1/2 szklanki jogurtu naturalnego
  • 250-350 g truskawek (mrożonych nie rozmrażać)
  • trochę mąki do obtoczenia owoców
Lukier
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • kilka kropel soku z cytryny
  • kilka kropel wrzątku
Sposób wykonania:
1. Wszystkie składniki wyjmij odpowiednio wcześniej, żeby osiągnęły temperaturę pokojową.
2. Truskawki umyj, odszypułkuj, lekko osusz, większe podziel na połówki, obtocz delikatnie w łyżce-dwóch mąki, odstaw (jeśli używasz mrożonych owoców, obtocz je tylko w mące).
3. Wymieszaj w miseczce przesiane mąki z proszkiem do pieczenia i solą, odłóż na bok.
4. W osobnym naczyniu zmiksuj tłuszcz z cukrem, esencją (lub cukrem wanilinowym) na gładką, jasną masę.
5. Dalej miksując, dodawaj po kolei jajka, po dodaniu każdego dobrze zmiksuj masę.
6. Dodaj jogurt i wymieszaj wszystko łyżką.
7. Dodaj suche składniki i wymieszaj dokładnie, aż ciasto będzie jednolite, bez grudek mąki.
8. Wyłóż ciasto do natłuszczonej i wysypanej mąką lub bułką tartą foremki.
9. Na wierzch wyłóż truskawki (jedna warstwa, owoce mają być ułożone dość ciasno), wciskając je nieco w ciasto.
10. Piecz 60-70 minut w piekarniku nagrzanym do 180 st. C, do tzw. suchego patyczka. Po upływie czasu pieczenia wyłącz piekarnik, ale ciasto wyjmij dopiero po kilku minutach. 
11. Kiedy ciasto jest ostudzone, ale jeszcze trochę ciepłe, przygotuj lukier: w miseczce utrzyj cukier puder z kilkoma kroplami soku z cytryny i wrzątku, aby cukier zyskał płynną, jednak niezbyt rzadką konsystencję.
12. Wyjmij ciasto z foremki i polukruj.
13. Nie czekaj, aż ciasto będzie zupełnie ostudzone, ukrój kawałek i zjedz czym prędzej :)



2013/06/06

Ogrzej się. Kotlety wieprzowe w calvadosie na purée z pieczonym czosnkiem.

Jest czerwiec. Muszę sobie to głośno i często powtarzać, bo inaczej nie wierzę. Pogoda za oknem wskazuje bardziej na listopad, niż na początek lata, przeprosiłam się ze swetrami, które już-już miałam chować na dno szafy, zastępując je kusymi fatałaszkami. Nie ma co, jest.... fatalnie (choć na usta ciśnie się bardziej wyszukane słowo).
W związku z szaroburą aurą i równie szaroburym nastrojem, proponuję rozgrzewacz i pocieszacz w jednym - pyszne kotlety wieprzowe w sosie z nutą calvadosu, na ziemniaczkach utłuczonych z pieczonym czosnkiem, z jabłkami i sałatą. Do tego kieliszek dobrego wina (a najlepiej kilka - w końcu to pocieszacz, prawda? :) i świat nabiera barw! 

Danie zrobiłam jakiś czas temu, kiedy z kolei słońce świeciło niemiłosiernie, co zresztą widać na poniższych obrazkach. To też przykład na to, jak fotografuje się jedzenie, kiedy czekają na nie goście... Robienie zdjęć połączone ze ściąganiem obrusa, próbą ułożenia wszystkiego, żeby "jakoś" wyglądało i pośpiech, bo przecież stygnie i wszyscy głodni, nie jest najmądrzejszym posunięciem. Mimo wszystko, dziękuję mojemu K. za pomoc i niezwykłą cierpliwość (bo ja na jego miejscu zabiłabym takie jęczadło jak ja jeszcze przed przystawką:)


Kotlety wieprzowe w calvadosie na purée z pieczonym czosnkiem

Kotlety podałam z plastrami jabłka i roszponką z musztardowym winegretem

Składniki na 4 osoby:


Purée
  • 800 g ziemniaków
  • 4 ząbki pieczonego czosnku
  • łyżka masła
  • kilka łyżek mleka
  • sól, pieprz
Ugotuj ziemniaki do miękkości w osolonej wodzie, odcedź, dodaj czosnek wyłuskany z łupin (czosnek można upiec przy okazji "włączonego piekarnika", kiedy na przykład pieczesz kurczaka czy ciasto) oraz masło i około 3-4 łyżek mleka, ubij wszystko tłuczkiem na gładkie purée, dodając mleka, jeśli jest zbyt suche.

Kotlety
  • 4 kotlety wieprzowe z kością (około 3 cm grubości)
  • sól, pieprz
  • łyżeczka oleju z pestek winogron lub innego o neutralnym smaku
Sos
  • 3-4 szalotki
  • 4 łyżki calvadosu
  • 130 ml naturalnego soku jabłkowego
  • 150 ml śmietanki 30%

W czasie, kiedy gotują się ziemniaki, posól i popieprz mięso, kolejno ułóż je na mocno rozgrzanej patelni z łyżeczką oleju. Smaż po 5-7 minut z każdej strony, po czym przełóż na talerz i przykryj, aby zbytnio nie wystygły. Na tę samą patelnię włóż posiekane w piórka szalotki i podsmaż je kilka minut do miękkości. Dolej calvados (uwaga, będzie pryskać!) i poczekaj 2 minuty, aż alkohol odparuje. Dodaj sok jabłkowy i wymieszaj powstały sos, następnie dolej śmietankę i gotuj kilka chwil, aż sos zgęstnieje.

Jabłka
  • 1 spore jabłko
  • łyżeczka masła

Podczas gdy mięso się smaży, przygotuj drugą patelnię, pokrój jabłko poziomo na plastry grubości około 7 mm i podsmaż je z obu stron na maśle, aby lekko zmiękły. Trzymaj jabłka na ciepłej patelni, żeby nie ostygły.

Roszponka z musztardowym winegretem
  • 3 duże garście roszponki
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżeczki musztardy ziarnistej
  • 2 łyżeczki  octu z białego wina
  • sól, pieprz

Zmieszaj wszystkie składniki sosu, popieprz i posól jeśli trzeba, wymieszaj z sałatą.

Na talerzach rozłóż purée, połóż na nim po kawałku mięsa, udekoruj jabłkiem i polej sosem. Podawaj z roszponką.
Do kotletów polecam podać wytrawne czerwone wino, najlepiej dojrzałe, z leśnymi aromatami, które pięknie podkreślą smak wieprzowiny.